
2026-04-09 20:33:49
Jan Gąsior
Waleczna Wisła mimo zwycięstwa, odpada z Ligi Mistrzów
Dobre momenty pomieszane z fatalnymi. Trzy nietrafione karne, zabrały tak naprawdę Wiśle szanse na awans. Sporting zameldował się w 1/4 finału.
Mimo eliminacji Kieleckiej Industrii, nadal nasz kraj miał reprezentanta w Lidze Mistrzów. Do gry w dwumeczu przeciwko Sportingowi, wróciła Orlen Wisła Płock! Po pierwszym meczu, Nafciarze tracili do Lizbońskiej ekipy cztery oczka. Co prawda, Wisła musiała przełamać kilka rzuconych na nią zaklęć. Pierwszym z nich było to, że ostatni raz ze Sportingiem wygrali pięć lat temu. Drugim jest to, że przecież dwa sezony z rzędu Płocczanie kończyli grę w Lidze Mistrzów na obecnej fazie, czyli 1/8. Tym razem, mimo straty, wszyscy mieliśmy nadzieję, że gospodarze będą tym razem obecni całe sześćdziesiąt minut na parkiecie i pokonają Portugalczyków...
Pierwszej szansy na bramkę nie wykorzystał Francisco Costa. Niestety, poprzez błąd, Orlen Wisła również minęła się z powołaniem i... oddała piłkę rywalom. Po upływie ponad minuty, pierwszego gola zanotował Gassama Cissokho, który wyprowadził Zielono-Białych na prowadzenie (1:0). Niestety, mimo, że naprawdę dobrze w defensywie wyglądała Wisła, to w ataku wyglądało to kiepsko. Nie trafił m.in Richardson, a na tą pomyłkę odpowiedział Jan Gurri, którzy rzutem z podłoża podwyższył prowadzenie (2:0). Początek meczu wyglądał dla Wiślaków bardzo źle. Dwukrotnie nie trafił Janc, a ponownie Cissokho dał o sobie znać. Jego drugi gol, dał gościom prowadzenie 3:0. Grając dopiero w szóstkę, Sporting dał sobie rzucić bramkę. Boisko opuścił Moga i wtedy przełamał się Mitja Janc (3:1). Niestety, goście trafili na 4:1, a potem Richardson przestrzelił karnego. Do tego czasu, gra w ofensywie w wykonaniu gospodarzy, była kryminałem. Kolejne złe podanie w dziewiątej minucie, spowodowało szybką kontrę gości. Ci bez najmniejszych problemów, dorzucili piąte oczko (5:1)! Był to odpowiedni czas, by trener Sabate wziął czas, bo wyglądało to dramatycznie, zważając uwagę na stratę z pierwszego meczu. Hiszpan jednak nie decydował się na taką opcję. W bramce Portugalczyków tym czasem napędzał się Mohamed Aly… Mimo wyłącznie zbieżności danych z amerykańskim bokserem, ten również prezentował się niesamowicie. Tylko zamiast na ringu, to na parkiecie. W jedenastej minucie, obrotowy gości zanotował kolejne trafienie. W Płocku mieliśmy 6:2... Niestety, trwała wymiana cios za cios, ale na nic więcej nie było stać gospodarzy. Po upływie piętnastej minuty, Sporting prowadził 9:5. Fani gospodarzy trzymali kciuki, by kolejny kwadrans był o wiele lepszy.
Dobrze otworzył go Kosorotov, kapitalnie trafiając do bramki gości (9:6). Do tego w bramce nieco lepiej zaczął spisywać się Bergerud, a drugie wykluczenie otrzymał Christian Moga. Nafciarze otrzymali już trzeciego karnego w tym spotkaniu. Wcześniejsze dwa chybili. Jak było tym razem? Do rzutu podszedł napędzony Kosorotov i... rzut obronił Aly. Skuteczność siódemek w ekipie Xaviego Sabate była okropna (10:7). Całe szczęście, poza tym jednym elementem gry, Wisła odzyskała wiatr w żagle. "Przemek Krajewski!" krzyknął spiker, bo to ten doświadczony skrzydłowy, dał bramkę kontaktową (10:9). W dwudziestej piątej minucie, Miha Zarabec rzucił, ale niestety ponad poprzeczkę. Sporting odzyskał więc szansę na +2. Zanim z niej spróbował skorzystać, o czas poprosił ich szkoleniowiec. Jego podpowiedzi nic nie dały, Sporting znów zepsuł to, co miał i podał Wiśle dłoń. Niebiesko-Biali w pełni wykorzystali to, co oddawali im goście. Znów fantastycznie trafił Kosorotov i dał... prowadzenie (11:10)! Do odrobienia strat brakowało już tylko trzech oczek... W końcu, niczym fiordycka ryba w norweskich wodach poczuł się Torbjorn Bergerud! Zainterweniował dwukrotnie w jednej akcji, a Orlen Wisła trafiła po raz trzynasty! Zapały nieco ostudził Costa, ale i tak jego trafienie zmniejszyło minimalnie prowadzenie gospodarzy (13:11). Sporting był w szoku, kibice Nafciarzy też. Jedni w negatywnym, drudzy oczywiście w pozytywnym. Do końca pierwszej części zostało kilkanaście sekund i o czas poprosił Sabate. Niestety, akcja nie była udana. Mimo tego, Orlen Wisła prowadziła po pierwszej części dwoma trafieniami i kolejnych dwóch im brakowało do wyrównania w dwumeczu. Czekała nas emocjonująca, druga część.
Gospodarze drugie trzydzieści minut zaczęli bardzo mocno, wręcz bezbłędnie! Nawet karnego udało się wykorzystać, egzekutorem był Melvyn Richardson. Wisła prowadziła już 15:12. Niestety, kolejne minuty już nie były takie dobre. Każdy sobie życzył, by cały ten mecz gospodarze zagrali równo, ale już klasycznie wręcz, podopieczni Xaviego Sabate, po jakimś czasie zaczęli się mylić. Wykorzystała to drużyna Sportingu, która objęła prowadzenie (16:15). Zainterweniował, wtedy wcześniej wspomniany hiszpański trener. Po jego reakcji, do siatki trafił Zarabec. Znów gra Wisły zaczęła przypominać tą z początku drugiej części. Napawało to optymizmem. Szkoda było tego, że tuż po ponownym objęciu prowadzenia, karę otrzymał Fazekas. Cały czas jednak, drużyna z Płocka prowadziła jednym oczkiem (18:17). Po chwili, problemy zaczęły doskwierać gościom. Czerwony kartonik obejrzał Christian Moga. Wcześniej to on był liderem Lizbońskiej defensywy. Teraz Sporting musiał sobie radzić bez niego... Sędziowie nie byli również dłużni naszej defensywie. Karę otrzymał Susnja. Mimo to, do końca dalej był kwadrans, a Wisła prowadziła (20:18).
Ten rozpoczął się źle dla naszej drużyny. Sporting zaczął znów używać taktyki na szybkie ataki z wykończeniem z rozegrania. Szło im na tyle dobrze, że w Orlen Arenie po raz kolejny mieliśmy remis (20:20). Zmieniło się to dopiero na sześć minut przed końcem. Po nietrafionym karnym Francisco Costy, Dawid Dawydzik wyprowadził Orlen Wisłę na +2! Czekaliśmy na więcej, czekaliśmy na awans. Nadzieję na tego typu niespodziankę, dać chciał Kosorotov. Rzut wybronił jednak Aly - kosztem kontuzji. Do bramki wszedł Kristensen. Niestety, Wisła znów grała w osłabieniu, Susnja ponownie osłabił swoją drużynę. Dwie minuty przed końcem przy wyniku 27:26, nie trafił Ilić. Całe ciśnienie z kibiców w Orlen Arenie uszło, bo pogodzili się już wręcz z tym, że awansu niestety nie będzie. Tak też się stało. Mimo zwycięstwa 28:27, Płocczanie pożegnali się z Ligą Mistrzów.
Zawodnikiem spotkania został Mohamed Aly. Gracz Sportingu wybronił trzynaście piłek.
Orlen Wisła Płock - Sporting Lizbona 28:27 (13:11) / W dwumeczu 57:60.
fot. Orlen Superliga / Biuro Prasowe.
| Lp | Zawodnik | Bramki |
|---|---|---|
| 1 | Mario Sostarić | 91 |
| 2 | Kamil Syprzak | 84 |
| 3 | Mathias Gidsel | 77 |
| 4 | Filip Kuzmanovski | 72 |
| 5 | Martim Costa | 72 |
| 6 | Lasse Bredekjaer Andersson | 70 |
| 7 | Aymeric Minne | 69 |
| 8 | Nedim Remili | 68 |
| 9 | Francisco Costa | 64 |
| 10 | Orri Freyr Þorkelsson | 64 |
| 11 | Simon Jeppsson | 60 |
| 12 | Valero Rivera Folch | 59 |
| 13 | Elohim Prandi | 57 |
| 14 | Filip Glavaš | 57 |
| 15 | Sigvaldi Bjørn Gudjonsson | 56 |
| 16 | Thomas Arnoldsen | 56 |
| 17 | Jack Thurin | 55 |
| 18 | Luka Lovre Klarica | 55 |
| 19 | Ludovic Fabregas | 54 |
| 20 | Magnus Soendenaa | 54 |
| 21 | Melvyn Richardson | 53 |
| 22 | Sergei Kosorotov | 52 |
| 23 | Luis Frade | 51 |
| 24 | Miha Zarabec | 51 |
| 25 | Omar Yahia | 51 |















