
2026-03-22 16:37:11
Jan Gąsior
Dwie twarze naszej kadry. Polacy po raz drugi pokonują Łotwę
Kompromitacja w pierwszej połowie, nie przepaściła szans na zwycięstwo. W drugiej nasza reprezentacja dała rzucić Łotwie tylko siedem oczek i pewnie zameldowała się w trzeciej rundzie eliminacji do mistrzostw świata.
Polacy kontynuowali walkę w drugiej rundzie eliminacji do przyszłorocznego mundialu. Biało-Czerwoni, pierwszy mecz przeciwko Łotwie wygrali - 33:24. Wynik mówi, że był to świetny mecz. Rzeczywistość jednak była nieco inna, bo gra pozostawiała wiele do życzenia. Tym razem miało być jednak inaczej. Zamiast parkietu w łotewskiej Jegławie, zawodnicy rozgrywali mecz na pięknej hali w Ostrowie. Obiekt 3MK Arena obejmuje około trzy tysiące miejsc siedzących, więc głośny doping był gwarantowany. Kadra się nie zmieniła w porównaniu do poprzedniego meczu, ale mimo to, trzymaliśmy kciuki za lepszy występ. Tuż przed pierwszym gwizdkiem rozlegał się na hali utwór z pewnego polskiego filmu, którego refren brzmi "Witajcie w naszej bajce". Mieliśmy nadzieję, że i tego dnia, nasi zawodnicy wrócą do najlepszych czasów i poczujemy się faktycznie jak w bajce.
Rozpoczęli Polacy - od razu od bramki! Trafił gracz Wybrzeża, Wiktor Tomczak! Chwilę później zanotował także asystę, zagrywając do środka. Piłkę chwycił Syprzak i dorzucił drugie oczko naszej kadrze (2:0). Dopiero w trzeciej minucie, wstrzeliła się reprezentacja Łotwy, trafiając dwa razy. Mimo to, gospodarze szybko znów odjechali na dwie bramki przewagi. Te utrzymywały się do siódmej minuty. Wtedy fatalnym rzutem ze skrzydła popisał się Mikołaj Czapliński, co dało szansę na kontratak Łotyszy. Wywalczyli karnego, a tego wykorzystał Valkovskis (5:4). Wypompowany braniem wszystkiego na swe barki Tomczak, zmienił się z Andrzejem Widomskim. Liczono na to, że zmiennik grający na codzień w Eurofarmie Pelister, będzie spisywać się równie dobrze. Kolejne dwie minuty, były nadzwyczaj dobre dla Polskich Orłów. Dorzucili kolejne dwie bramki i mieliśmy w Ostrowskiej hali 7:4. Doping naprawdę niósł naszą drużynę. Trąbki, bębny i przyśpiewki napędzały podopiecznych Joty Gonzaleza. Niestety, równo po wybiciu dziesiątej minuty, pierwsza dwuminutowa kara pokazała się, po naszej stronie tablicy świetlnej. Zawieszony na sto dwadzieścia sekund został Ariel Pietrasik. Nie był to jego najlepszy występ. Zmiany z wejściem Olejniczaka i Widomskiego nie były najlepszymi wyborami hiszpańskiego szkoleniowca. Spisywali się nad wyraz przeciętnie. Błędy w rozegraniu spowodowały dwie proste straty. Piłka wracała do naszej pustej bramki, bo oczywiście, graliśmy w osłabieniu. Łotwa tym samym zdołała odrobić straty i wyrównać stan meczu (7:7). W trzynastej minucie, Olejniczak po raz kolejny zawiódł i pomylił się w ataku. Mimo dobrego startu naszej reprezentacji, optymizm nieco spadł. Chwilę po tej pomyłce, kolejną siódemkę wykorzystał Valkovskis i... goście objęli prowadzenie. Poirytowany stanem rzeczy Jota Gonzalez, poprosił o przerwę (8:7). Jego podpowiedzi kompletnie nic nie pomogły, gra naszej reprezentacji zaczęła wyglądać gorzej niż w Jegławie. Łotwa objęła po upływie kwadransu dwubramkowe prowadzenie (10:8).
Przypomnijmy, że mieliśmy zaliczkę dziewięciu oczek z pierwszego dwumeczu, ale nawet jak dziwnie to brzmi, Łotysze ją niwelowali... Do odrobienia strat, była jednak dalej dosyć długa droga. Szkoda dalej było, że na parkiet nie wracał fantastyczny tego dnia Tomczak. Widomski nie wnosił tyle jakości, co gracz Wybrzeża, co mogło niepokoić. Kapitan naszej reprezentacji, Michał Olejniczak, to kolejny obraz zawodnika, który w klubie gra świetnie, ale w reprezentacji przynajmniej tego dnia, nie dawał nam tyle radości. Do tego, wyleciał na dwie minuty poza parkiet. Mimo to, wróćmy do wyniku samego spotkania, bo ten był dalej na styku. Na parkiecie, by nieco powiększyć przewagę w dwumeczu, pojawił się za to Mielczarski. Młody zawodnik grający na codzień w lidze hiszpańskiej, też nie zdał pierwszej próby. Nie trafił w ataku, co poskutkowało golem wyrównującym dla Łotwy (13:13). Tak, nasi zdołali odrobić straty sprzed kilku minut, ale równie szybko, znów mogły się one pojawić. Łotwa miała bowiem piłkę w ataku, po kolejnej pomyłce naszych. O czas, który mógł spowodować objęcie prowadzenie, poprosił szkoleniowiec gości. Całe szczęście, akcja została koncertowo zepsuta i Polacy objęli chwilę później prowadzenie (14:13). W dwudziestej dziewiątej minucie, po raz kolejny drużyna gości złożona z prawie samych młodzieżowców wyrównała. Mielczarski dalej nie mógł się przełamać, popełniając kolejne błędy. Na spółkę z Olejniczakiem, oddali tak naprawdę dwie bramki rywalom. Wydawało się, że już gorzej być nie może, bo przez ostatnie sekundy przy stanie 17:15, nasza kadra miała piłkę. Mielczarski jednak znów podał, wręcz wprost w dłonie goalkeeper'a gości. Ten wykorzystał naszą kolejną grę w osłabieniu, trafiając na pustą. Ritvars Putra ustalił wynik tej części na 18:15 dla Łotwy. Można to powiedzieć otwarcie, było to kompromitujące pół godziny dla naszej reprezentacji. Zamiast wychodzić na ostatnie trzydzieści minut tego dwumeczu z luzem i chęcią utrzymania przewagi, Polacy musieli się mocno pilnować, by zaliczka z Jegławy nie prysła w krótkiej chwili...
Drugą część rozpoczęli zawodnicy z Łotwy. Od początku drugiej części w bramce pojawił się Mateusz Zembrzycki. Już w pierwszej akcji udowodnił, że jego obecność na parkiecie jest bardzo zasłużona. Do tego w odpowiedzi, karnego wypracował nam Piotr Jędraszczyk. Czapliński stanął przed szansą na zmniejszenie strat z siódmego metra. Udało mu się, mieliśmy 18:16. Dwie minuty później, plan minimum na tą połowę został zrealizowany. Biało-Czerwoni wyrównali. Sporo szczęścia miał Jędraszczyk, ale finalnie trafił osiemnaste oczko naszej kadrze. W trzydziestej siódmej minucie, przy kolejnym karnym, Czapliński zdecydowanie przedobrzył. Próbował technicznym rzutem pokonać Putrę... To nie miało prawa się udać. Mimo to, kilkanaście sekund później, po stracie Łotyszy, z kontry trafił Olejniczak i wyszliśmy na prowadzenie (19:18). Kryzys gości trwał, grali beznadziejnie. Dopiero w czterdziestej minucie przy stanie 21:18, Valkovskis postanowił przymierzyć wprost w okienko naszej bramki. Trafił i przełamał czarną serię swoich kolegów (21:19). Do tego, nasza reprezentacja otrzymała podwójną karę. Prawie podwójną... W ciągu dziesięciu minut, liczba naszych graczy na parkiecie zmniejszyła się o dwóch. Jedna kara oczywista - za faul. Druga za błąd zmiany. Dało to trochę tchu Łotyszom. Ci nie potrafili już wrócić do poziomu z pierwszej części, ale zaczęli znów grać coraz pewniej. Mimo to, świetnie w naszej bramce dalej spisywał się Zembrzycki. Po jednej z takowych interwencji, zawodnik obecnego mistrza kraju, Jakub Szyszko, trafił i piłka po raz dwudziesty piąty wylądowała w siatce gości. Wtedy na kolejną przerwę przyzwał swych graczy trener Łotwy. Do końca został kwadrans (25:20). Ten zaczęli lepiej goście, którzy przegrywali już nawet sześcioma oczkami. Zmniejszyli stratę do czterech goli i dalej starali się powalczyć o przynajmniej remis w 3MK Arenie. Bezbłędny tego dnia w siódemkach Valkovskis, trafił i napędzał swych kolegów do działania (27:23). Zripostował mu się w najlepszy sposób Jędraszczyk. Trafił po indywidualnej akcji do siatki i podwyższył prowadzenie (28:23). Dopiero w pięćdziesiątej pierwszej minucie, po raz pierwszy bramki z siódmego metra nie trafili Łotysze. Lepszy w bramce był fenomenalny tego dnia Mateusz Zembrzycki. Przewaga naszej reprezentacji z minuty na minutę rosła. W końcu zaczęło to dobrze wyglądać, szkoda tylko, że po pięćdziesięciu minutach średniej, złej i fatalnej gry. Gdy do końca zostało zaledwie sto dwadzieścia sekund, Polacy prowadzili 32:25. Było to pewne prowadzenie, ale kibice naszej reprezentacji i tak było na pewno zawiedzeni, bo problemów z Łotyszami znów było dużo. Z taką grą, ciężko było myśleć o tym, czy można czegokolwiek szukać w następnej rundzie z Austrią... Nasza reprezentacja dorzuciła jeszcze jedno trafienie i wygrała 33:25.
Następna, trzecia runda eliminacji zostanie rozegrana w maju. Polska rywalizować będzie z reprezentacją Austrii. Austrii, która zdecydowanie poczyniła przez ostatnie lata postępy...
Piotr Jędraszczyk został zawodnikiem meczu, mimo, że raczej kandydatów na to miano było kilku mocniejszych. Na przykład Mateusz Zembrzycki.
Polska - Łotwa 33:25 (15:18)
fot. Paweł Bejnarowicz/ZPRP
Tweet