
2026-03-19 20:19:23
Jan Gąsior
Duża zaliczka Polaków po wyjazdowym meczu z Łotwą
Gra naszej kadry momentami wyglądała nieźle, ale większość czasu było źle, nawet i bardzo. Finalnie jednak, poziom Łotyszy nie był na tyle wysoko, by skończyło się niespodzianką. Polska pokonuje pewnie Łotwę, 33:24.
Polska reprezentacja dalej jest w przebudowie. Obecnie kwalifikacje musimy zaczynać od drugiej rundy... Tak słabo nie było od ponad dwudziestu lat. W pierwszej rundzie grają przecież takie "potęgi", jak Wielka Brytania czy Cypr... W niej także grała Łotwa, która była czwartkowym rywalem naszej reprezentacji. Cel był jeden, pewne zwycięstwo i zaliczka na rewanż. Realia były jednak niestety inne, bo czekał nas bardzo wyrównany mecz...
Rozpoczęliśmy granie w Jegławie od nieskutecznej akcji Biało-Czerwonych. Całe szczęście, odpowiedź rywali była niecelna i pierwsze trafienie dopiero, po upływie minuty zanotowali nasi reprezentanci (1:0). Następna minuta była błyskawiczna. Padło, aż pięć bramek! Niestety, trzy z nich dla Łotyszy. Oznaczało to powrót do stanu remisowego (3:3). W czwartej minucie, ze skrzydła trafił Suharevs, co oznaczało prowadzenie ekipy gospodarzy (4:3). Całe szczęście, szybko plan odzyskania prowadzenia został zrealizowany. W szóstej minucie, prawdziwą petardę w okienko posłał Ariel Pietrasik i mieliśmy 5:4. Polacy nałożyli naprawdę dobre tempo w ataku, ale gra w defensywie była dotychczas co najwyżej mierna. Reprezentacja Łotwy, także znajdowała raz za razem drogę do naszej siatki. W siódmej minucie, zrobiło nam się po sześć. Polacy w tym czasie popełnili dwa błędy z rzędu... Łotwa zdołała odbiec na dwa trafienia, wynik nawet przy obecnej dyspozycji naszej kadry wyglądał sensacyjnie. Kolejne minuty, były już o wiele lepsze dla naszych Orłów. Wykorzystali tym razem błędy Łotwy i objęli prowadzenie (9:8). Jak już zdążyliśmy zauważyć, mecz ten był festiwalem błędów. Ze strony Łotwy, można było się nie dziwić, ale nasza reprezentacja niestety grała na bardzo podobnym poziomie. Po pierwszym kwadransie, to Łotwa prowadziła 10:9.
Drugie piętnaście minut lepiej zaczęła nasza kadra, która objęła prowadzenie 11:10. Stan ten, w osiemnastej minucie podwyższył Andrzej Widomski! Fantastyczny rzut przy prawym słupku, zmiótł bramkarza Łotwy z linii bramkowej, a rezultat wynosił 12:10. W drugiej części tej połowy, bramek było jak na lekarstwo. Nieco lepiej, radzili sobie całokształtem Biało-Czerwoni. Nadal jednak gra była poniżej oczekiwań. Reprezentacja Łotwy, to przecież nie jest kadra z najwyższej półki, a nawet nie ze średniej. Zauważyć to było można dopiero w ostatnich minutach przed syreną. Nasza reprezentacja dzięki bramkom m.in Czaplińskiego, a także dobrym interwencjom Zembrzyckiego, dali radę odjechać rywalom na pięć goli. Przerwa zaczęła się przy stanie 17:12.
Drugą połowę od kapitalnego gola rozpoczął powołany awaryjnie Damian Przytuła (18:12). Na to odpowiedziała reprezentacja Łotwy, której zaświtała nad głowami groźba dużej różnicy między nimi, a Polakami. Odrobili dwie bramki i mieliśmy tylko 19:15. Łotysze w swojej kadrze mieli wielu nastolatków, a Ci rzucali do naszej siatki, niczym mistrzowie świata. Dużo szczęścia było w tej zbudowanej wcześniej przewadze, bo inaczej mogłoby być naprawdę ciężko o zwycięstwo na parkiecie w Jegławie (20:16). Sytuacja zaczęła być coraz gorsza, bo strata Łotyszy do naszej reprezentacji, wynosiła już tylko i wyłącznie trzy oczka, a do końca był jeszcze ponad kwadrans (24:21). Obie reprezentacje grały łeb w łeb, cieszyć można się było z tego, że przewaga nie malała. Polscy kibice liczyli jednak na to, że ich ulubieńcy podwyższą przewagę i będzie to pewne zwycięstwo. Doping na małej, łotewskiej hali, nie ustawał. Naprawdę, bardzo fajnie swoich graczy wspierali łotewscy kibice. Ci, walczyli, ale z minuty na minutę szanse malały. W pięćdziesiątej trzeciej minucie, przerwę zarządził trener gospodarzy. Rezultat wynosił 30:22. Ostatnie chwile już nic nie zmieniły, a przewaga naszej kadry wzrosła o jeszcze jedno oczko. Finalnie, Polska pokonała Łotwę 33:24.
Polska - Łotwa 33:24 (17:12)
fot. Paweł Bejnarowicz/ZPRP
Tweet