
2026-02-12 22:46:13
Jan Gąsior
Oprócz wielkiej dwójki, półfinały dla Kalisza i Gdańska! Podsumowanie 1/4 PP
Co za pojedynki! Waleczni Krakowianie, czy też wielkie Derby Pomorza. To tylko niektóre z rzeczy, które spotkały nas w ćwierćfinałach Pucharu Polski.
Doczekaliśmy się! Walka w Pucharze Polski weszła w decydującą fazę. W Opolu, Wrocławiu, Krakowie oraz Kwidzynie, rozegrały się cztery spotkania finałowe. Najpierw przeniesiemy się do stolicy województwa Opolskiego. Gwardia podejmowała wice-mistrzów Polski, czyli Industrię Kielce. Pogrążona w wielkim kryzysie ekipa gospodarzy, chociaż w rozgrywkach pucharowych radziła sobie dobrze. Przyszła jednak 1/4 finału i pojawił się mur, wręcz nie do pokonania.
Tak jak zapowiadano, tak bez większej niespodzianki, Industria, która grała w zaledwie 11-osobowym zestawieniu, już w pierwszej połowie zdominowała swych oponentów. Fantastycznie spisywał się duet Karalek - Jarosiewicz, którzy poprowadzili Kielczan do solidnego prowadzenia już po pierwszej połowie (14:8).
Drugie trzydzieści minut, były bardziej efektowne. Oczywiście, przewaga tylko rosła, ale Opolanie byli zdolni do naprawdę kilku ładnych trafień. Dobrze w ataku spisywał się Kowalczyk, który trafił do siatki Industrii pięciokrotnie. Finalnie, pewnym krokiem goście weszli do najlepszej czwórki, pokonując Gwardię 32:20.
Corotop Gwardia Opole - Industria Kielce 20:32 (8:14).
Do Krakowa przyjechała równie mocna ekipa. Zawzięty beniaminek Ligi Centralnej, AZS AGH Kraków, zmierzył się z Orlen Wisłą Płock.
Pierwsze minuty, to zdecydowana przewaga gości. Dosyć spodziewana, bo grała podstawa z Płocka. Do siatki trafiali m.in Kosoroov czy Susnja. AZS nie chciał jednak oddać się bez walki i zdołał odrobić do swych rywali na tyle, że po kwadransie mieli kontakt do Mistrzów Polski (8:7). Duża zasługa w tym goalkeepera ekipy gospodarzy, Kacper Kaleta, ratując swych kolegów, kapitalnymi interwencjami. Końcowo, trzydzieści minut było dla gości naprawdę męczarnią, bo z drużyną z drugiego poziomu prowadzili tylko 15:11.
Druga część, to już odjazd Płocczan. Pierwsze chwile były jeszcze dosyć równe, ale potem doświadczenie wzięło górę. Orlen Wisła zdołała odskoczyć na siedem trafień, a w końcówce, nawet i na dziewięć. Wstydu dla Krakowa jednakże nie było, bo rozegrali naprawdę solidne zawody.
AZS AGH Kraków - Orlen Wisła Płock 21:30 (11:15).
Do drugiego najciekawszego spotkania doszło we Wrocławiu, gdzie zeszłoroczny spadkowicz z Superligi, czyli Śląsk, zmierzył się z Netland MKS-em Kalisz. Mimo, że na to się zbytnio nie zapowiadało, to emocji było co nie miara...
Spotkanie o wiele lepiej zaczęli gospodarze. Dzięki znakomitej grze Adamskiego, wyszli na prowadzenie 5:2. Dłużny nie chciał mu być Rostyslav Polishchuk, który w całym spotkaniu osiem razy trafił do siatki. Głównie, dzięki jego grze, MKS najpierw wyrównał stan spotkania, a potem wyszedł na prowadzenie, którego nie oddał już do końca pierwszej połowy (13:11).
Na początku drugiej części wydawało się, że Kaliszanie będą już poza zasięgiem gospodarzy. Wyszli na +4, równo kwadrans przed końcem (20:16). Śląsk jednak nie odpuścił i sześć minut przed zakończeniem wrócił do meczu - mieliśmy po dwadzieścia. Kibice gospodarzy uwierzyli, ale... nie na długo, bo dwa karne wykorzystane przez Starcevicia, dały Kaliszanom przewagę dwóch oczek, a tej już nie wypuścili do końca!
Śląsk Wrocław - Netland MKS Kalisz 22:24 (11:13).
Zdecydowanie najciekawiej mogło być w Kwidzynie. To tam, odegrały się drugie w tym sezonie Derby Pomorza. Pierwsza w Orlen Superlidze, po dramatycznej końcówce zakończyły się zwycięstwem Czarno-Czerwonych po rzutach karnych. W czwartkowy wieczór, oczekiwano podobnych emocji. Stawką przecież był półfinał Pucharu Polski...
Wynik spotkania otworzył z karnego Milicević, ale bardzo szybko z tego samego fragmentu gry, wyrównał Czapliński (1:1). Od tamtego momentu, zawodnicy z Gdańska przejęli inicjatywę - po całości. W kwadrans rzucili rywalom... piętnaście bramek. Kwidzynianie natomiast posiłkowali się jedynie golami młodych - Malczaka i Lewczyka (15:7). Kolejny kwadrans, to zamiana ról. MMTS do końcowej syreny, wygrał ten fragment 12:5. Ich obrona w końcu zaczęła być twarda, a Gdańszczanie natomiast zmniejszyli z tonu w defensywie. Dobrą zmianę gospodarzom dał Igor Malczak, który trafiał raz za razem. Pierwsza część zakończyła się wynikiem 20:19. Drugie trzydzieści minut zapowiadało się bardzo obiecująco.
Po gwizdku sygnalizującym drugą część, rozpoczęły się niezwykle równe zawody. Obie ekipy za wszelką cenę chciały objąć prowadzenie. Lekkie wskazanie można było dać na gospodarzy, którzy powrócili z zaświatów i objęli po raz drugi w tym meczu prowadzenie (22:21). Wybrzeże po raz kolejny w tym sezonie, pokazało, że należy do najbardziej walecznych drużyn w kraju. Odrobili jednobramkową stratę, a dodatkowo wyszli na +4 (27:23). O przerwę poprosił wtedy podirytowany szkoleniowiec MMTS-u. Ta jedna już nie pomogła. Kwidzynianie odpuścili do końca, ulegając derbowym rywalom 36:32.
Energa Bank PBS MMTS Kwidzyn - PGE Wybrzeże Gdańsk 32:36 (19:20).
W Final Four obejrzymy więc ekipy z Gdańska, Kalisza, Płocka i Kielc. Turniej rozegrany zostanie 18-19 kwietnia, tego roku.
fot. Mateusz Kaleta.