
2026-02-01 19:43:22
Jan Gąsior
Dania Mistrzem Europy! Co za spotkanie w wykonaniu podopiecznych Jacobsena
To wszystko w temacie tych Mistrzostw Europy! Duńczycy zostali Mistrzami!
Pierwszy lutego, godzina osiemnasta. Nie za duże, duńskie miasteczko, czyli Herning, nagle opustoszało. Na ulicach, niósł się tylko huk z pobliskiego przybytku, postawionego na południe od centrum miasta. Wszyscy w domach, bądź na trybunach, skupiać się będą na jednym miejscu w tejże miejscowości. Jyske Bank Boxen. Hala, do której prawa ma raczej mało znany w naszym kraju duński bank, tym razem wypełniła się do ostatniego miejsca. Na parkiecie rozegrany został finał tegorocznych Mistrzostw Europy. Gospodarze turnieju, czyli Dania, podejmowali reprezentację Niemiec.
Aby dobrze zrozumieć to, dlaczego te dwie reprezentacje się tam znalazły, a nie na przykład obrońcy tytułu, czyli Francuzi, warto spojrzeć na ścieżkę obu państw do najważniejszego meczu tego czempionatu.
Niemcy już na początku nie mieli łatwo. W pierwszej fazie, co prawda pokonali Austrię i Hiszpanię, ale niespodziewanie ulegli Serbom (30:27). Co ciekawe, dla Serbii, był to jedyne oczka na tym turnieju. Fazę zasadniczą zaczęli genialnie. Pokonali Portugalczyków, lepsi byli też od Norwegów. Potem ulegli... Danii. Finałowi rywale, pokonali ich 31:26. Został mecz o wszystko z Francuzami. Ten, rozegrany przez Die Adler został idealnie. Zwyciężyli z Trójkolorowymi 38:34. Zameldowali się w półfinale, gdzie pewnie wygrali z Chorwatami (31:28). Jeśli chodzi o Danię, to także zanotowali porażkę w pierwszej grupie. Wstydu jednak nie było, bo ich rywalem była Portugalia. Dalej było już tylko lepiej. Wszystkie spotkania rundy zasadniczej zostały przez nich wygrane, dzięki czemu zameldowali się w półfinale, gdzie czekała na nich Islandia. Wikingowie walczyli bardzo dzielnie, ale w końcówce zabrakło im sił i także ulegli Duńczykom. Ci tym samym, weszli do wielkiego finału.
Jeśli chodzi o umiejętności, to w indywidualnościach lepiej wyglądali Duńczycy. Mathias Gidsel oraz Simon Pytlick, znajdowali się w czołowej trójce listy strzelców. Niemcy natomiast na tym turnieju niejednokrotnie pokazali, że ich siłą jest jedność, bycie drużyną. Oczywiście, mieli najjaśniejsze gwiazdy, takie jak Renārs Uščins, czy Juri Knorr. Wiadomo jednak nie od wczoraj, że tam każdy stanowi o sile tej kadry. Na to liczyli też tego, zimnego, lutowego wieczoru.
Gdy obchodząca w tym roku, szesnaste urodziny - hala widowiskowa w Herning, wypełniła się do ostatniego krzesełka, wybrzmiały hymny. Najpierw, wielka ilość Czerwono-Białych gardeł, zaczęła donośnie śpiewać hymn gospodarzy. Tuż po nim, wybrzmiał pieśń państwowa naszych zachodnich sąsiadów. To już uroczyście ogłosiło nam, że czeka nas finał tegorocznych Mistrzostw Europy! W końcu doczekaliśmy się! Czarnogórska para sędziowska, Pavicevic - Raznatovic, zagwizdała po raz pierwszy, rozpoczęło się prawdziwe, wielkie widowisko. Już od samego początku, reprezentację Danii, wspierała wielka, czerwona ściana kibiców. Atmosfera była lepsza, niż na niejednym stadionie piłkarskim! Zawody z piłką, rozpoczęli Duńczycy, ale pomylili się. Pojedynek z Rasmusem Lauge, wygrał Andreas Wolff. Na tą interwencję, minutę później odpowiedział Emil Nielsen. Wybronił rzut Juriego Knorra po koźle. Nie było to łatwe zadanie, ale goalkeeper na takim poziomie, nie ma problemu nawet z takimi wyczynami. Po upływie stu dwudziestu czterech sekund, trybuny w Herning, doczekały się pierwszej bramki. Trafił gracz gospodarzy, Simon Pytlick! Szybko rzutem w okienko, zrewanżował się Köster. Mieliśmy remis po jeden. Fajerwerki oferowane przez graczy obu drużyn, dalej błyszczały w Jyske Boxen Arenie. Obie ekipy zanotowały po kolejnych dwóch trafieniach. W barwach Danii, trafił dwukrotnie Mathias Gidsel. Knorr i Golla rzucali dla Niemców (3:3). W siódmej minucie, faulu na Lukasie Zerbe, dopuścił się Pytlick. Oznaczało to pierwsze dwie minuty kary w tym finale. Mimo, że Dania broniła jednego mniej, Niemców zjadła presja. Piłkę przejął Magnus Landin i z kontrą poszli Duńczycy. Szybko liczba graczy w danej ekipie się wyrównała. Tom Kiesler faulował jednego z najlepszych na świecie - Mathiasa Gidsela. Po tym przewinieniu, do siatki Wolffa trafił Saugstrup. Niemcy nie chcieli być dłużni, bramkę zanotował znów Köster (4:4). Po upływie niecałych dziewięciu minut, pomylił się Hansen. Knorr dał Niemcom przełamanie. Ci, pierwszy raz w tym finale, objęli prowadzenie (5:4). Ten stan rzeczy, też nie trwał za długo. Następne trzy minuty, Dania wygrała stosunkiem 4:3. Jóhan Hansen, zrehabilitował się za wcześniejszą pomyłkę, dwiema, kapitalnymi bramkami z prawego skrzydła (8:7). Gospodarze po raz pierwszy mieli szansę na dwubramkowe prowadzenie. Ale zanim to, mieliśmy pierwszą wideoweryfikację. Grający z numerem trzydziestym Tom Kiesler, brutalnie sfaulował rywala. Sędziowie nie mieli wątpliwości. Nawet kibice z Danii, pokazując na czerwony odcień swych koszulek, chcieli nakłonić sędziów do mocnej, jak na taki mecz, decyzji. Tak też się stało, Kiesler wyleciał z parkietu, ale już na całe spotkanie. Od tamtego momentu, Dania napędziła się. Niemcy, nie mogli się przebić przez mur obronny rywali. Grając w osłabieniu, stracili kolejne dwa gole, nie rzucając ani razu. Dopiero w szesnastej minucie, akcję skutecznie domknął nie kto inny, jak Lukas Zerbe. Po kwadransie gry, mieliśmy rezultat 10:8, dla drużyny gospodarzy.
Drugie piętnaście minut, goście zaczęli źle. Karnego otrzymali rywale, trener Gislason natomiast, ukarany został żółtym kartonikiem. Siódemki jednak nie trafił Jakobsen, który przecież na tym turnieju, miał już dwadzieścia cztery oczka z tego fragmentu gry. Lukas Mertens stwierdził, że nie można w tym meczu tracić, ani milisekundy. Błyskawiczna akcja dała mu możliwość rzutu, a ten tą szansę w pełni wykorzystał. Reprezentacja Czarnych Orłów była na kontakcie (10:9). Co z tego, gdy wiadomo, że Dania ma w swoich szeregach, najlepszych rozgrywających na całym globie. Pytlick, Arnoldsen - ich trafienia, dały drużynie Duńczyków, ponowny odjazd na +2 (12:10). Nasi zachodni sąsiedzi nie odpuszczali, wracając wręcz w moment do stanu remisowego. Knorr i Samper byli egzekutorami kolejnych rzutów. Pojedynek finałowy, coraz bardziej nabierał rumieńców. Simon Pytlick, trafił do siatki z prędkością 110 km/h, ponownie wyprowadzając swoją nację na prowadzenie. Nie trwało, to długo. Kapitan reprezentacji Niemiec, obrotowy Johannes Golla, dorzucił trzynastą bramkę do dorobku swojego zespołu (13:13). Szkoleniowiec Danii, Nikolaj Jacobsen, zarządzał pierwszego time-out'u tego wieczoru. Podczas niego padło wiele konkretnych słów, które na jego podopiecznych wpłynęły fantastycznie. Przy tylko jednej bramce Niemców, za sprawą Hansena, Arnoldsena i oczywiście Gidsela, ponownie Czerwono-Biała lokomotywa odjechała na dwie bramki przewagi (16:14). Trener gości, postanowił skopiować pomysł Jacobsena. Gislason zarządził przerwę taktyczną. Kapitalnym pomysłem, wymyślonym podczas tej chwili wytchnienia, podzielili się także na parkiecie, reprezentanci Niemiec. Perfekcyjna akcja Niemców, zakończona bramką Knorra, dalej dawała nadzieję na to, że gra będzie tu na remisie (16:15). Skuteczność na linii bramkowej Kevina Møllera, mogła dawać złudzenie duńskim fanom na to, że za moment, będziemy tu mieli, coraz większą przewagę ich ulubieńców. Były bramkarz Industrii Kielce, Andreas Wolff, usadowił tych fanów na krzesełkach. Również zachowywał skupienie w bramce, interweniując kilka razy naprawdę efektownie. Wynik wisiał na włosku, ale dziewięć sekund przed zakończeniem pierwszego aktu, tego finałowego spektaklu, Jóhan Hansen, trafił do siatki z siódmego metra. Oznaczało to ponowne wyjście na dwubramkową zaliczkę. Ta już utrzymała się do końca. Inauguracyjna partia tego meczu, sfinalizowała się rezultatem 18:16. Kibice zgromadzeni na hali w Herning, mogli wytchnąć przez następne piętnaście minut.
Po upływie, wcześniej wspomnianego czasu, wszyscy ponownie skierowali wzrok na kipiący emocjami parkiet. Dużo gałek ocznych, zwróconych było w kierunku bramkarzy. Zarówno Møller i Nielsen, po stronie Danii, jak i Wolff, po stronie, dawali z siebie tego dnia wszystko. Na sam start gry, Renars Uscins obił duńską poprzeczkę. Reprezentacja gospodarzy, dostała prezent, który mógłby im dać +3. Tak się nie stało, wcześniej wspomniany Wolff, interweniował. Dopiero w trzydziestej trzeciej minucie, Uscins przełamał nieskuteczność tej części. To było równoznaczne ze złapaniem kontaktu (18:17). Jak jednak już było wiadomo, Czerwono-Biała ściana kibiców, napędzała reprezentację Danii, do dalszych działań. Werwę do gry, znów poczuł Mathias Gidsel! Trafił na 19:17. Mecz zaczął nabierać zabójczego tempa. To, co działo się w Jyske Boxen Arenie, przechodziło ludzkie pojęcie. Bramki padały, niczym karty z rękawa iluzjonisty. W ciągu kolejnych dwóch minut, obie reprezentacje rzuciły po dwa oczka. W końcu, Niemcy popełnili błąd. Z błyskawiczną kontrą wyszedł Gidsel. Była to też jego szansa, na objęcie prowadzenia w klasyfikacji strzelców turnieju. Być może ten argument dał mu do myślenia. Chybił, a Czarne Orły, pod presją ponownie zanotowali pomyłkę. Danii więc trafiło się jak na loterii, tym razem jednak bramka na +3 mogła paść z ataku pozycyjnego. Do piłki doszedł Jakobsen, ale interweniował Wolff! Utrzymywał on na polu bitwy swych kolegów z pola. Festiwal nietrafionych rzutów trwał w najlepsze, aż do czterdziestej minuty. Mimo wielu, fantastycznych akcji, gole nie padały przez ponad trzysta sekund. Duński dynamit w końcu odpalił - za sprawą Thomasa Arnoldsena. Ten miał w tym finale stuprocentową skuteczność! Niemiecką reprezentację, zaczęła zjadać mocna presja. Gwizdy z trybun były coraz głośniejsze. Nie było to nic dziwnego, bo tutaj każdy gracz innej nacji, mógłby się czuć zagubiony. Większość z tych piętnastu tysięcy widzów, to byli obywatele Danii. Niemcy gubili się coraz bardziej. Dania posiadała piłkę przy trzech golach przewagi. Szansa na +4 stała otworem. Piłkę jednak udało przejąć się Lichtlein'owi. Ten asystował Grgiciowi, który z okolicy dziewiątego metra, pokonał Møllera (24:22). Bardzo szybko, do wyniku kolejną, już czwartą tego dnia cegiełkę, dorzucił Simon Pytlick (25:22)! W czterdziestej piątej minucie, Jóhan Hansen rzucił pewnie do bramki Wolffa, a przewaga po raz pierwszy wzrosła do czterech bramek (26:22)! A do końca meczu został tylko kwadrans, więc Niemcy, musieli wziąć się w garść...
Ubrani tego dnia na biało zawodnicy gości, nie potrafili wyjść z dołka. Gdyby nie wspomniany już wielokrotnie w tym tekście Wolff, to nie byliby przy żadnym życiu. Juri Knorr nie był tym samym graczem, co w pierwszej połowie. Popełniał okropne błędy, miał zaledwie czterdziestoprocentową skuteczność w ataku. Problem nie tylko u niego, a u całej drużyny założył Alfreð Gíslason. Szkoleniowiec Niemców poprosił o przerwę. Jego pomysłem na ostatnie minuty, była gra siedmiu na sześciu w polu. Dosyć ciekawa decyzja patrząc na to, jak krytykował ten styl gry przed turniejem sam Andreas Wolff. Ten, chyba już nie zwracał na to uwagi, sam grał swój mecz. Jego interwencje, to po prostu klasa sama w sobie. Koledzy z parkietu, także uznali, że jednak jeszcze warto powalczyć. Strata przy grze jednego więcej w polu, zmniejszyła się do zaledwie dwóch bramek. Wtedy mieliśmy kolejną przerwę taktyczną. Tym razem poprosił o nią, trener Jacobsen. Akcja ofensywna nie zakończyła się golem, ale gospodarze dostali kolejny los na loterii. Tym razem, była nim siódemka. Tamta pewnie została wykorzystana przez Hansena. Ten człowiek był dzisiaj naprawdę rewelacyjny! Przewaga Danii, ponownie wzrosła na trzy trafienia (27:24). Następne kilka minut, to kolejne indywidualne walki. Można byłoby nawet przywołać tytuł jednego z filmów nominowanych do nagrody Oscarów. W Jyske Boxen Arenie mieliśmy "Jedną Bitwę po Drugiej" i tak przez sześćdziesiąt minut. Te najważniejsze, działy się w ostatnich minutach. Przewaga utrzymywała się do pięćdziesiątej piątej minuty (30:27). W końcu, różnica się zmieniła. Na kogo korzyść? Oczywiście, dla wspieranych przez masę fanów Duńczyków. Do niemieckiej bramki trafił Kirkelokke, podwyższając przewagę do czterech oczek. W dodatku, Jannik Kohlbacher otrzymał czerwony kartonik. Czy zasłużony? Sytuacja dosyć sprzeczna. Wydawało się, że czarnogórscy arbitrzy ulegli nieco presji, którą wywołała na nich liczba gwizdów ze strony Duńskich kibiców. Na domiar złego, trafił Emil Jakobsen. Niemcy po prostu nie miały już argumentów na to, żeby pokonać Danię. Jednego mniej na parkiecie, a do tego pięć oczek straty (32:27). Fenomenalnie bawiły się natomiast tysiące ludzi na trybunach. Oni już wiedzieli, że czasu drużynie z Niemiec po prostu nie starczy! Fiesta w Herning trwała w najlepsze, natomiast takowej nie miał na pewno szkoleniowiec Niemiec, Alfreð Gíslason. Nie wiadomo było, czy nie był to jego ostatni mecz w tej roli. Zrezygnowani goście, po prostu się poddali. Bramki padały już do końca tylko dla Danii. W końcu na Jyske Boxen Arenie wybuchła wielka euforia, a reprezentacja Czerwono-Białych, stała się posiadaczem potrójnej korony! Podopieczni Jacobsena, są obecnie mistrzami Olimpijskimi, mistrzami Europy, a także całego Świata!
Zawodnikiem tego meczu został oficjalnie Kevin Møller, goalkeeper z Danii, ale wykonał przepiękny gest, zapraszając tam Magnusa Saugstrupa, który także rozegrał jeden z najlepszych meczów swej kariery.
Dania - Niemcy 34:27 (18:16).