
2026-01-22 17:28:47
Jan Gąsior
Dużo walki i wielkie kontrowersje! Niemcy lepsi od Portugalii
Wielkie emocje w Herning! Niemcy nieznacznie pokonali Portugalczyków po twardym boju.
W końcu doczekaliśmy się prawdziwego grania, nawet bez zbędnych ceregieli. Czas na fazę zasadniczą Mistrzostw Europy 2026! Na sam start, wyruszyliśmy do duńskiego miasteczka zwanego Herning. To tam, spotkanie otwierające grupę nr.1 rozegrały drużyny Portugalii oraz Niemiec. Obie ekipy zwyciężyły swe grupy, choć z problemami. Tym pierwszym zdarzył się remis przeciwko Macedonii, a drugim porażka z Serbią. W tej fazie, nie można było już sobie pozwolić na tego typu pomyłki...
Mecz rozpoczął się bardzo wyrównanie. Tuż po trafieniu Niemców, rzutem z koła odpowiedział Luis Frade (1:1). Przez dobre kilka minut, oglądaliśmy grę, gol za gol. W ósmej minucie do siatki trafił Lukas Mertens, lecz także wtedy Portugalczycy nie byli dłużni. Ze skrzydła do siatki trafił Diogo Branquinho, a chwilę potem António Areia. Czerwono-Zieloni wyszli na dwie bramki przewagi. Nasi zachodni sąsiedzi stwierdzili, że nie mogą odpuszczać za mocno swych rywali. Po upływie dziesiątej minuty, słabe chwile wykorzystując karnego przełamał Lichtlein, a moment później kapitalnie interweniował Wolff. Były goalkeeper Industrii Kielce mógł jedynie chować twarz w dłoniach, bo jego koledzy z pola kompletnie sobie dalej nie radzili. Portugalia ruszyła w ofensywę i oddaliła się na trzy oczka, co spowodowało prośbę o time-out trenera Biało-Czarnych (6:4). Od tamtego momentu, Niemcy coraz bardziej naciskali na oponentów. Gdy na zegarze pojawiła się dwudziesta czwarta minuta, po raz pierwszy tego popołudnia wyszli na prowadzenie. Portugalczycy natomiast mieli, aż ośmiominutowy przestój w zdobyczach bramkowych. Reprezentacja kraju znanego z produkcji samochodów, wyszła na +2 (10:8)! Szansa na powrót dla Os Navegadores pojawiła się przy karze Johannesa Golli. Mieli nawet karnego, ale tej sytuacji też nie wykorzystali! Kryzys trwał w najlepsze, aż do dwudziestej ósmej minuty, kiedy to trafił Areia. Portugalia znów była na kontakcie z Niemcami. Dodatkowo, tym razem to Niemcy grali jednego mniej, poprzez wykluczenie dwuminutowe Kesslera. Na bramce czyhał Wolff. Interweniował już po raz ósmy w tym spotkaniu, co dało jego ekipie ponowną nadzieję do wyjścia na dwubramkową przewagę. Tak jednak się nie stało! Popełnili błąd w ataku i to Portugalia dorzuciła w ostatnich sekundach gola do pustej bramki. Pierwsza część zakończyła się rezultatem 11:10.
Drugie trzydzieści minut, zabójczo rozpoczęła Portugalia. W ciągu minuty, trafili, aż trzy razy! Niemcy zdołali rzucić tylko raz, co oznaczało utratę prowadzenia (13:12). Przy życiu, niemieckich graczy dalej trzymał były bramkarz ekipy z Kielc. Bronił nawet sytuacje sam na sam, a gdyby nie to, moglibyśmy mieć nawet pięć bramek przewagi po stronie Portugalii. Problemem dla graczy z półwyspu Iberyjskiego mogła stać się kara Cavalcantiego przy remisie po siedemnaście. Tak też się stało. Czerwono-Zielonym lekko się posypała gra w defensywie, przez co na pozycję lidera w tym meczu wrócili Niemcy. Paulo Pereira był na tyle podirytowany, że otrzymał za linią boczną żółty kartonik. Niemcy natomiast pędzili dalej. Kwadrans przed końcem Schluroff i mieliśmy 20:19. Francisco Costa natomiast nie chciał odstawać od przeciwników i wykorzystał siódemkę, która znów przybliżyła jego kadrę do Niemców. W pięćdziesiątej pierwszej minucie, Czarne Orły otrzymały, co by nie mówić, nie zasłużenie szansę na podwyższenie wyniku, ale nie wykorzystali rzutu z siódmego metra. Z tej sytuacji pewnie skorzystali Portugalczycy, doprowadzając do remisu (24:24). Do tego, niewiele minut później, czerwień obejrzał Johannes Golla! Niemcy byli więc w poważnych opałach. Nie przejmowali się tym jednak, a w szczególności Lukas Zerbe! Ten rzucił po raz trzeci tego dnia do siatki przeciwników i Niemcy wrócili na +2 (26:24). Ostatnie chwile w Herning, naprawdę opiewały w wielkie emocje. Portugalia cały czas zbliżała się na jedno oczko do rywali, a Ci też odpowiadali bramkami. Ponad dwie minuty przed końcem, dziesiąty już raz trafił Francesco Costa. Mieliśmy 29:28. Wtedy, na to trafienie, pewnie odpowiedział Renars Uscins! Niemcy ponownie byli na dwie bramki do przodu (30:28). Luis Frade z koła, tak jak otworzył mecz, tak chciał być przydatny i w końcówce. Sześćdziesiąt sekund przed końcem trafił i mieliśmy 30:29. Wtedy o przerwę poprosił szkoleniowiec reprezentacji Niemiec. Nasi zachodni sąsiedzi zagrali wręcz akcję z gry komputerowej, ale zakończyli ją niecelnym rzutem. Sędziowie jednak, pomimo braku jakiegokolwiek kontaktu, odgwizdali... karnego! Ten został wykorzystany, a trener Pereira mógł tylko z niezadowoleniem pokiwać głową i na dwadzieścia trzy sekundy przed końcem, poprosić o przerwę (31:29). Portugalia co prawda trafiła do siatki, ale kolejną niezrozumiałą decyzję podjęli arbitrzy meczu, po której się zagotowało na parkiecie. Niemcy według swych rywali, jak i wielu na trybunach, przetrzymali piłkę, a czas nie został zatrzymany. Portugalia miała ewidentne pretensje do pary sędziowskiej i szczerze mówiąc, nic w tym dziwnego. Na trybunach rozlegały się gwizdy, a same sceny z ostatnich minut przypominały... pamiętny turniej w Katarze i tamtejsze kontrowersje sędziowskie. Czasu oczywiście Portugalczykom nie starczyło, a Niemcy dorzucili jeszcze jedno trafienie, wygrywając 32:30.
Graczem meczu został goalkeeper Niemiec, Andreas Wolff.
Niemcy - Portugalia 32:30 (11:10).
Tweet