2026-01-21 22:21:42
Jan Gąsior

Chorwaci zmieceni z planszy! Szwecja z pewnym zwycięstwem

Szwedzka lokomotywa zmiażdżyła Chorwację! Dosyć niespodziewanie, był to mecz bez historii. Drużyna prowadzona przez Dagura Sigurðssona uległa Szwecji 25:33.


Jeśli myślicie, że rozstrzygnięta grupa, oznacza końcowo brak emocji, to jesteście w błędzie. Reprezentacje Szwecji i Chorwacji, to już pojedynczo gwarancja wielkich wrażeń, a jeśli takie marki rywalizują między sobą, to naprawdę jest to wielkie wydarzenie. Grupa "E", teoretycznie jak Euro. Ale w praktyce, właśnie jak emocje. Obie reprezentacje zapewniły sobie już awans do następnej fazy, ale nie oznacza to meczu o pietruszkę. Jak wiadomo, ten, kto wygra to spotkanie, zabiera dodatkowe dwa punkty do grupy zasadniczej. Stawka była, więc wielka. Ostatni raz te ekipy rywalizowały przeciwko sobie na pamiętnych, Paryskich Igrzyskach, półtora roku temu. Wtedy lepsi byli Szwedzi, a jak było tym razem?

Spotkanie na błękitnej powłoce, lepiej zaczęli jedni z gospodarzy mistrzostw, Szwedzi. Najpierw trafił Felix Claar, a potem równie skuteczny, aczkolwiek z siódmego metra był Roganović (2:0)! W piątej minucie, Marko Mamić za trafienie w twarz, został ukarany dwoma minutami. To, tym bardziej mogło napędzić reprezentację z krainy spokoju. Żółto-Niebiescy jednak, jak przystało na ich temperament, z dużym luzem przyjęli to, że grają w przewadze. Co ciekawe, przegrali nawet ten dwuminutowy okres 0:1, bo w końcu, po upływie sześciu obrotów zegara, Chorwacja otworzyła swoje konto bramkowe, dzięki bramce Zlatko Rauzana (2:1). Chorwaci, nie dość, że przełamali się w linii ofensywnej, to i gra obronna weszła na poziom wyżej. Głównie poprzez poprawę, tego właśnie elementu, zdołali wyrównać. Najpierw mieliśmy remis po trzy, potem za sprawą bramki Zvonimira Srny, po cztery. Eric Johansson natomiast, też nie chciał sobie odpuścić w konkursie na najlepszego strzelca meczu. Odpowiedział Srnie kapitalnymi petardami w lewe górne okienko. Szwedzi powrócili na prowadzenie i to dwubramkowe (6:4)! Wspierani przez wielką ilość kibiców gospodarze, mogli nawet podwyższyć przewagę. Wtedy jednak o swojej obecności przypomniał jeden z najlepszych bramkarzy tego typu czempionatów, Dominik Kuzmanović! Chorwat wybronił rzut Johanssona, przez co, jego koledzy wrócili do kontaktu z przeciwnikami (6:5). Następne minuty, to jednak już całkowita dominacja lekkich faworytów tego meczu. Szwedzi trafili dwa oczka z rzędu, co poskutkowało irytacją szkoleniowca Chorwacji. Ten, tuż przed upływem szesnastej minuty, wziął czas.

W pierwszej akcji, po krótkiej przerwie, najpierw trafił Srna, a potem... znów on! Było to jego czwarte trafienie tego wieczoru. Ocknęli się gracze z narodu Czerwono-Białej szachownicy. Znów odzyskali siły w grze defensywnej, utrzymując się przy wyniku. Dopiero w osiemnastej minucie, niemoc przełamał grający z numerem piątym w szwedzkiej kadrze, Max Darj. Tym samym, Szwecja powróciła na +2 (9:7). Tak też było przez następne kilka minut. Chorwaci dotrzymywali tempa przeciwnikom, ale nie posiadali atrybutów do przeważania nad nimi. Gdy do końca zostało ponad sześć minut, na tablicy wyników mieliśmy 12:10. Chorwacja miała szansę, by złapać się tuż za przeciwników, ale stracili piłkę, a kontrę pewnie wykorzystał prawy rozgrywający reprezentacji gospodarzy, Lukas Sandell! To oznaczało wzrost różnicy bramkowej, do już trzech oczek. Do tego w kolejnym ataku, fatalny jak na ten poziom wejście, zaliczył Cindrić. Reprezentant kraju z Bałkanów zaczęła mieć poważne problemy. Natomiast Szwedów, dalej niósł gorący, żółto-niebieski doping. Dorzucili więc czternaste oczko (14:10). Ponownie, fantastyczne wjazd w pole bramkowe rywali zanotował Srna. Po jego bramce, reszta graczy także się napędziła. Mieli okazję, na to, by zniwelować straty do dwóch bramek. Niestety dla nich, dalej nie ustrzegali się błędów, co skrzętnie wykorzystywali reprezentanci gospodarzy, trafiając tym razem po raz siedemnasty, tym samym, po raz ostatni w tej części gry. Finalnie, po pierwszej części, obie ekipy dzieliła różnica czterech goli (17:13).

Drugie trzydzieści minut nie zaczęło się zbyt dobrze dla i tak, już przegrywających Chorwatów. Dwie minuty kary otrzymał David Mandić i Szwedzi mieli kolejną w tym meczu siódemkę... Wybronił ją jednak Matej Mandić, kuzyn wcześniej ukaranego zawodnika! Mimo to, szybko zrekompensował się Albin Lagergren, trafiają na 18:13. Dla dobicia rywali, pół minuty później do pustej bramki trafił zmiennik z ławki Szwedów, czyli bardzo doświadczony goalkeeper, Andreas Palicka (19:13)! Coraz bardziej żywiołowo na ławce rezerwowych zaczynali reagować Chorwaci. Nic dziwnego, skoro zaczął im się palić grunt pod nogami. Przegrywali coraz wyżej, a gra nie ulegała jakiejkolwiek poprawie... Niestety, oprócz graczy z Chorwacji, naprawdę dość słabo radzili sobie arbitrzy. Portugalska para już wielokrotnie w tym meczu podejmowała co najmniej zastanawiające decyzję, ale wykluczenie na dwie minuty Johanssona za to, że zrobił zwód ręką i ledwo tknął przeciwnika, naprawdę mogło dawać do myślenia, co robią na tym poziomie. Tymczasem, reprezentacja Chorwacji popadła w całkowity kryzys. Mieliśmy zaledwie trzydziestą ósmą minutę meczu, a Szwecja prowadziła już... 21:14! Wtedy o kolejną przerwę poprosił szkoleniowiec Bałkanów, Dagur Sigurðsson. Ten czas na rozmowę nie wniósł kompletnie nic. Kapitalnie bronił Palicka, przez co jego koledzy dorzucili kolejnego gola. Przewaga wynosiła już osiem bramek (22:14)! W końcu, co nieco obudzili nam się Chorwaci. Zniwelowali dwa oczka, ale to nadal było za mało, by nawet pomarzyć o wielkim comeback'u. Potrzeba było idealnego ostatniego kwadransa, bo przed tym, wynikiem było wysokie prowadzenie gospodarzy, 24:18. Niestety, Chorwaci sami się wykluczali z meczu, bo w tym czasie zdołali pomniejszyć swój skład o dwóch graczy mniej na okres dwóch minut. To zwiastowało kolejne problemy...

Takowych jednak nie było, bo co by tu nie mówić o dramacie Bałkanów, Ci zaczęli tracić gole dopiero... gdy było ich siedmiu na parkiecie. Przewaga Szwecji, po raz kolejny wskoczyła na poziom ośmiu trafień. Przewaga gospodarzy tego czempionatu, ponownie sięgała wyżyn. Kibice dalej zdzierali gardła na hali w Malmö. Chorwacja ciągle próbowała zmienić trochę wynik, by nie przynosił, aż takiego wstydu, ale naprawdę było im o to ciężko. Obrona nie funkcjonowała, atak też nie działał najlepiej. Najlepiej pokazywało tą sytuacje to z jaką łatwością, gola cztery minuty przed końcem zdobył Nikola Roganović. Dodatkowym zabójcą wyniku, był Andreas Palicka. Zmienił on Appelgrena w bramce Szwedzkiej kadry i wyszło to zdecydowanie na dobre. Palicka miał skuteczność na blisko pięćdziesięciu procentach! W meczu takiej rangi, robiło to niesamowite wrażenie. Ostatnia minuta, to aplauz dla swych ulubieńców ze strony Szwedzkich fanów. Podziękował im na ten mecz Roganović, zamykając mecz trafieniem z karnego (33:25).

Można mieć blisko czterdzieści lat na karku, spędzić tylko trzydzieści minut na parkiecie, a i tak zostać MVP! Tego udowodnił Andreas Palicka, otrzymując ten tytuł.

Szwecja - Chorwacja 33:25 (17:13).
fot: Anna Józefczyk