
2026-01-18 19:28:26
Michał Szpulak
Islandczycy rozbijają Polaków. Fatalne błędy własne przeważyły o wyniku
W najważniejszym dla nas meczu tego dnia Polacy w Kristianstad zmierzyli się z faworyzowaną Islandią. Niestety nasza kadra nie podołała wyzwaniu i musi liczyć na Włochów w starciu z Węgrami żeby mieć jeszcze jakieś szanse na awans do rundy głównej.
Ostatnie spotkanie na wielkiej imprezie pomiędzy Islandią a Polską miało miejsce w 2014 roku. W meczu o piąte miejsce przegraliśmy wtedy na ME w Danii 27:28. W tym meczu zdecydowanie nie byliśmy faworytami.
Islandczycy świetnie zaczęli to spotkanie w obronie. Ale Michał Olejniczak znalazł dziurę i trafił między obrońcami z dystansu. Odpowiedział jednak Ellidi Vidarsson. Polacy zaczęli też dobrze między słupkami – a tam tym razem Miłosz Wałach. Trzymaliśmy kontakt z faworyzowanym rywalem. Na gola Janusa Smarasona odpowiedział Andrzej Widomski po szybkim wznowieniu. Błędów technicznych przy wznowieniu nie potrafiliśmy jednak zniwelować, w czym pomagaliśmy wyspiarzom. Sami Islandczycy również mylili się w ataku, a nasza ekipa nie potrafiła odskoczyć rywalom.
W 13. minucie dobrą interwencją popisał się znowu Miłosz Wałach, jednak w kontrze nie potrafiliśmy pokonać Viktora Hallgrimssona. Ellidi Vidarsson pokazał, że od początku meczu ma się dobrze i wyrównał stan rywalizacji. Omar Ingi Magnusson z siedmiu metrów dał pierwszą przewagę dwubramkową swojej ekipie. Marek Marciniak w 21. minucie znowu dał nam oddech i rzucił po świetnej kontrze i po podaniu Wałacha, zrobiło się 8:8. Snorri Gudjonsson poprosił o przerwę.
Haukur Trastarson jednak wziął sprawy w swoje ręce i wyprowadził swoją kadrę na trzy bramki przewagi. Polacy zaczęli grać nieco wolniej i znowu popełnialiśmy błędy w ataku. Michał Olejniczak oddał rzut na pustą bramkę i przestrzelił. Do przerwy przegrywaliśmy trzema bramkami, ale mogło być wyżej gdyby nie Miłosz Wałach który kapitalnie obronił rzut na cztery sekundy przed końcem.
Drugą część zaczęli Islandczycy, ale znowu kapitalnie spisywał się Miłosz Wałach. Polacy wyglądali dużo lepiej jak w starciu z Węgrami i cały czas byliśmy w miarę blisko rywala. Arkadiusz Moryto rzucił na 12:14. Orri Thorkelsson jednak po szybkiej akcji także wykorzystał swój potencjał i znowu zrobiło się plus 3 dla ekipy z Wyspy gejzerów.
Niebezpiecznie zaczęło się robić dopiero w 33. minucie kiedy to Elvar Jonsson na raty pokonał Miłosza Wałacha. 16:12 było już niezłą zaliczką rywali. Omar Ingi Magnusson przy naszej akcji zaatakował jednak w twarz Michała Olejniczaka. Ta agresja została napomniana dwoma minutami przerwy dla gwiazdy Magdeburga. Haukur Trastarson i Orri Thorkelsson niczym tsunami zalali naszą obronę i zdobyli kolejne dwa cenne trafienia po naszych błędach. Wynik brzmiał 12:18 dla Islandczyków, co wyglądało już źle.
W 38 minucie znowu Omar Ingi Magnusson wykorzystał siódemkę po której Islandia prowadziła 20:13. Polacy fatalnie mylili się w ataku pozycyjnym, a Islandczycy rzucali do pustej bramki. Druga połowa zaczęła zamieniać się dla nas w piekło. Islandczycy wzmocnili obronę, a jak udało się nam ją sforsować to na posterunku był jeszcze Viktor Hallgrimsson.
Jedyną osobą która próbowała nas ratować na parkiecie był Miłosz Wałach i to on sprawiał, że Islandczycy nie odjechali nam na astronomiczną różnicę bramek. W 45. minucie zrobiło się jednak 10 bramek różnicy na korzyść rywali za sprawą rzutu z koła Vidarssona. Bramka za bramkę, ale Michał Olejniczak zmniejszył jednak prowadzenie do ośmiu trafień. Tylko na chwilę, bo nasi przeciwnicy znowu odjechali na dwucyfrową przewagę po zaledwie dwóch minutach. W końcówce nadal popełnialiśmy proste błędy w ataku... Wynik nie uległ znacząco zmianie. Islandia awansuje do fazy głównej, a Polacy mają na nią iluzoryczne szanse.
Polska – Islandia 23:31 (10:13)
Najwięcej bramek Polska: Olejniczak 5, Jarosiewicz 4
Najwięcej bramek Islandia: Thorkelsson 6, Magnusson 5
fot. Norbert Barczyk/Press Focus
Tweet