2026-01-16 19:42:32
Oliwier Staniszewski

Włosi za słabi na Islandię. Grali grupowi rywale Polaków

Za nami drugi dzień zmagań w mistrzostwach Europy EHF, gdzie Islandia po mimo niewielkich trudności pokonała Włochów.

W piątkowy wieczór, drugiego dnia zmagań w mistrzostwach Europy, w pierwszym spotkaniu w grupie F na przeciw siebie stanęła Islandia i Włochy. Wyraźnym faworytem tego spotkania jest oczywiście drużyna ze Skandynawii, która to w swoich szeregach zrzesza graczy czołowych lig europejskich i ma aspiracje na medale. Jednakże drużyna z Italii, nie pokaże się bez walki i zrobi wszytko co w ich mocy by zatrzymać rywali.

Spotkanie na hali w Kristianstad rozpoczęło się od przepięknej interwencji Hallgrimssona, po czym Islandczycy dzięki szybkiej akcji zdobyli pierwsze trafienie (1:0). Od pierwszych minut dużo się działo, bramkarze obu drużyn zachwycali paradami a gra cechowała się wysoką dynamiką. Pięknym trafieniem ze skrzydła popisał się Leo Prantner (3:3). Drużyna z półwyspu Apenińskiego mimo, iż nie była faworytem w dzisiejszym spotkaniu, wcale nie odstawała rywalom. W dziesiątej minucie meczu, z siódmego Helmersson zapewnił Italii jednobramkowe prowadzenie (5:4). Atmosfera na szwedzkiej hali była niesamowita, doping w szczególności fanów z Islandii niósł się po całym obiekcie, co z pewnością wpływało, na szybką i ofensywną grę obu zespołów. W zespole włochów, świetnie dysponowany był Thomas Bortoli, natomiast u rywali oczywiście Kristjánsson. Po pierwszych piętnastu minutach batalii na szwedzkiej ziemi, Islandczycy prowadzili zaledwie jednym punktem (8:7) w spotkaniu obie drużyny stawiały na ofensywne i szybkie wykańczanie akcji. Trener de Giori zdecydował się na wzięcie time outu - niestety niczym to nie poskutkowało. Wręcz przeciwnie to Islandia wyszła na +5, z przepięknej strony pokazali się Þorkelsson I Magnússon ( 12:7). Mimo zmiany ustawienia w obronie drużyny z południa Europy, Islandczycy wciąż nie przestawali budować przewagi, wykorzystywali każdy błąd rywali by zdobywać kolejne trafienia (16:10). W ostatnich minutach pierwszej połowy to Islandia dyktowała warunki gry. Robili co chcieli, a z ich dorobkiem punktów nic im nie zagrażało, ostatecznie pierwsze 30 minut walki zakończyło się dziewięciobramkowym prowadzeniem Skandynawskiej drużyny (21:12).

Minęły niespełna trzy minuty drugiej połowy, a oba zespoły wyszły już na +2. Początek zapowiadał się bardzo obficie w bramki, tak samo jak poprzednie dwa kwadranse. Włosi byli bardzo zmobilizowani, po przerwie podnieśli się a ich akcje zdawały się być bardziej przemyślane i skuteczne (26:17). W okolicach czterdziestej minuty spotkania, za sprawą wspaniałej świetnie pracującej , włoskiej obrony udało się wymusić błąd na rywalach, dzięki czemu zdobyto dwa szybkie trafienia. Mimo ogromnej przewagi Islandii, Włosi cały czas cechowali się ogromną determinacją i duchem walki (28:20). W zespole ze Skandynawii świetnie na parkiecie pokazywał się Smárason, który na piętnaście minut przed końcem spotkania, miał na koncie aż osiem trafień (31:22). We Włoszech natomiast skutecznością błyszczał Leo Prantner, który zdobywał wówczas sześć trafień. Na dziesięć minut przed końcem meczu, za uderzenie łokciem rywala, czerwoną kartkę otrzymał młody, włoski rozgrywający - Manojlovic. Gra Italii w osłabieniu, dała większą swobodę Islandii, zwycięstwo było już przesądzone a drużyna prowadząca mogła tylko dokładać trafienia na dobicie (35:24). W gazie był Elisson, które posyłał niesamowite piłki w kierunku włoskiej bramki. Włosi mimo wszystko pozostali skoncentrowani, lecz to Islandia świetnie pokazywała się zarówno w obronie i w ataku. Dużym osłabieniem Italii były niestety ich własne straty. Ostatecznie to Islandczycy zwyciężają spotkanie, mimo walki do końca ze strony Włoch, różnica klas była widoczna (39:26).

Islandia - Włochy 39:26 (21:12)