MŚ 2019: Fantastyczna Norwegia w finale! Niemcom pozostanie walka o brąz

Autor: Bartłomiej Żygadło, 25-01-2019, 20:05

To było wspaniałe widowisko – w pierwszej połowie sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Bramka za bramkę, wykluczenie za wykluczenie, odejście na dwa trafienia i momentalne wyrównanie. W drugiej połowie zdecydowanie lepiej zagrali jednak szczypiorniści z Norwegii i to oni zagrają w wielkim finale z Danią.

To miał być swoisty rewanż za nieoczekiwany półfinał Mistrzostw Europy, które odbywały się w Polsce w 2016 roku. Wtedy, po niezwykle dramatycznej rywalizacji, dopiero dogrywka wyłoniła zwycięzców – okazali się nimi Niemcy. Dziś obecność tych drużyn w najlepszej czwórce wielkiej imprezy, nie powinna dziwić nikogo. Do tej pory współgospodarze nie znaleźli żadnego pogromcy – jedynie remisowali z Rosją oraz Francją. Norwegia przegrała raz – z będącą w niebywałej formie Danią, która w pierwszym półfinale bez wahania rozprawiła się z Francją. Poza tym, podopieczni Christiana Berge byli nieomylni.

REKLAMA

Premierową bramkę w półfinale, już w pierwszej akcji rzucił z lewego skrzydła Uwe Gensheimer. Rywale odpowiedzieli swoją firmową bronią – błyskawicznym golem po szybkim wznowieniu od środka. Norwegowie w ataku pozycyjnym zaczęli dość nerwowo, dzięki czemu Niemcy szybko wyszli na prowadzenie 3:1. Nie minęło jednak 10 minut, a rozkręcili się Skandynawowie – po serii 3 trafień z rzędu, było 3:4 na ich korzyść.

Zbliżał się pierwszy kwadrans, a na prowadzenie 6:5 znowu wyszli miejscowi – najpierw dwie świetne interwencje w bramce zaliczył Wolff, a skuteczni w ofensywie byli Drux i Gensheimer. Wikingowie nie odpuszczali, kapitalnie dysponowany był Abelvik Rod, który raz za razem skutecznie finalizował składne już akcje swojej drużyny. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie – za moment 6:7 było na korzyść Norwegów, a sekundy później sytuację sam na sam w niewiarygodny sposób bronił Wolff, po czym podopieczni Christiana Prokopa błyskawicznie doprowadzali do wyrównania.

Pierwszy raz dwubramkowe prowadzenie, Norwegia osiągnęła w 20 minucie spotkania. Jednakże i tym razem nie potrwało to długo – Niemcy najpierw złapali kontakt, a z rzutu karnego do remisu doprowadził piekielnie skuteczny Gensheimer – 9:9. Gospodarze podejmowali zbyt pochopne próby rzutowe z drugiej linii, dzięki czemu rywale po raz kolejny odskoczyli na dwa trafienia – było 9:11.

W niemieckiej bramce dwoił się i troił Heinevetter, który zastąpił chwilę wcześniej Wolffa, ale jego koledzy zupełnie nie radzili sobie w ataku pozycyjnym – zostali dwa razy złapani na faule ofensywne, a w dodatku karę dwóch minut otrzymał Geinsheimer. Nie minęło 15 sekund, a gospodarze musieli grać w podwójnym osłabieniu po faulu Pekelera. Na domiar złego, Joendal nie pomylił się z rzutu karnego i było już 10:13 na korzyść szczypiornistów w czerwonych koszulkach. Gra zaostrzała się z każdą kolejną chwilą, na co dowodem może być kolejna akcja – tym razem dwa wykluczenia w ciągu 19 sekund otrzymali piłkarze ręczni ze Skandynawii. Na placu gry zrobiło się zdecydowanie więcej miejsca, a z taką sytuacją o wiele lepiej poradzili sobie wspierani kapitalnym dopingiem publiczności miejscowi – ich dwie bramki z rzędu pozwoliły na złapanie kontaktu. Ostatnie słowo należało jednak do norweskiej kadry – rzut karny na gola zamienił Joendal i na przerwę w lepszych nastrojach zeszli szczypiorniści trenera Christiana Berge.

Na placu gry było równie gorąco co na trybunach, a parkiet zdawał się być wybrukowany słowami „walka, walka, walka”. Po pierwszych 30 minutach Niemcy przegrywali 12:14.

Drugą odsłonę rozpoczęła Norwegia, ale to gospodarze jako pierwsi, po wzorcowej kontrze zdobyli bramkę. Po raz kolejny zrobiło się nerwowo – szybką dwuminutową karę dostali gospodarze, chwilę później w czystej sytuacji spudłował Pekeler, a Norwegia znowu prowadziła trzema punktami – 13:16. Niemcy popełniali kolejne błędy, 6 minut po przerwie ich rywale odskoczyli już na różnicę 4 trafień, co skutkowało wzięciem czasu przez selekcjonera Christiana Prokopa.

Gospodarze nie zamierzali składać broni, jednak skandynawska ekipa grała bardzo konsekwentnie, odpowiadając golem na każe trafienie przeciwników. W 40 minucie die Mannschaft w dalszym ciągu przegrywał 18:21. Bardzo istotny fakt miał miejsce na nieco ponad 15 minut przed końcem, gdy trzecią dwuminutową karę, a w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał Pekeler. Tak wściekłego niemieckiego obrotowego do tej pory nie widział chyba nikt. Miejscowi w dalszym ciągu nie odpuszczali, jednak mieli problemy w defensywie – nie potrafili znaleźć sposobu na współpracę norweskich rozrywających z Myrholem.

Do końca pozostawało 10 minut, a kolejny sygnał do ataku w niemieckim zespole odtrąbił Heinevetter, niesamowicie broniąc rzut Sagosena z szóstego metra. Dzięki temu jego koledzy nadal pozostawali w grze o wielki finał. Co się odwlecze to nie uciecze – ofensywa gospodarzy nadal raziła nieporadnością, czego nie można powiedzieć o rywalach, którzy szybko odskoczyli na 22:26. Niemcy znajdowali się w coraz mniej wygodnym położeniu.

Na pięć minut przed końcem "die Mannschaft" zmienili sposób gry w defensywie. Ich wysoka obrona, połączona z ogłuszającym, fanatycznym dopingiem własnej publiczności, wlewała nowe nadzieje w czarno-czerwono-złote serca. Wtem skutecznie w ataku zagrali Wikingowie i cały czar prysł. Na półtora minuty przed końcem Myrhol rzucił swoją szóstą bramkę w meczu i ostatecznie zamknął Niemcom wrota do wielkiego finału. Chwilę później Norwegowie wynik jeszcze podwyższyli i zwyciężyli 31:25. Norwegia w wielkim finale zmierzy się z kapitalnymi Duńczykami.

Niemcy - Norwegia 25:31 (12:14)

REKLAMA

Dodaj komentarz