MKS Zagłębie wykonało zadanie. "Portowcy" grzęzną w ligowym dole

Autor: Patryk Dziadura, 06-10-2018, 19:30

Do przerwy dawno nie widzieliśmy tak wyrównanego spotkania. Przez 28 minut żadna ze stron nie potrafiła objąć prowadzenia większego niż jedną bramką. Kiedy Jakub Moryń dał sygnał do abordażu, to cennego, trzypunktowego łupu już nie oddała ciesząc oko lubińskiej publiczności.

Kibice zainteresowanych stron chyba najgoręcej wspominają spotkania między sobą z poprzedniego sezonu. Zarówno w Szczecinie, jak i w Lubinie zwycięzcę rozstrzygały serie rzutów karnych, a w obu przypadkach wygrywali gospodarze. Tym razem mogło być podobnie, gdyż po pięciu kolejkach dzieliły ich raptem trzy punkty przewagi Zagłębia, którzy byli faworytem batalii.

REKLAMA

Od grania w otwarte karty zaczęły obie drużyny, bowiem osiem kolejnych goli po siedmiu minutach nie przerwane zostały żadną interwencją golkiperów. Chwilowe przełamanie dał obroniony rzut karny przez Marka Bartosika, a najczęściej rzucający Paweł Krupa dał pierwsze prowadzenie Pogoni. Chwilowe dlatego, bo od razu lubinianie odrobili dwie bramki odzyskując gola przewagi. W 12. minucie ponownie dał o sobie znać środkowy rozgrywający gości, który swoim piątym trafieniem po raz kolejny wyprowadził na jedną bramkę przewagi swoją drużynę, ale trwała ona równie krótko jak poprzednia (7:8).

Choć lubinianie w ataku tracili piłkę pięć razy, to znacznie dłużej utrzymywali prowadzenie w pierwszej części spotkania. Najpewniej przemawiał za nimi znacznie większy repertuar zagrań i zawodników, którzy decydowali się kończyć akcje. W końcu swój pobyt na boisku zaznaczyli golkiperzy, a zwłaszcza Jakub Skrzyniarz, który dał bardzo dobrą zmianę. Jakub Moryń poszedł za ciosem i pozwolił oderwać się lubinianom na dwie bramki trzy minuty przed końcową syreną (14:12). To było pierwsze prowadzenie którejkolwiek z drużyn wyższe niż jedną bramką. Portowcy nie mieli czego się wstydzić. Choć do przerwy przegrywali, każdą swoją akcję kończyli rzutem. Problemem dla nich z pewnością stał się golkiper Miedziowych, który powstrzymał zapędy przyjezdnych.

Po przerwie już nie było za co chwalić graczy trenera Frelka. Skrzyniarz co rusz parował kolejne piłki szczecińskich zawodników, a Jakub Moryń demolował siatkę Bartosika, co skutkowało wynikiem 19:15 po 38 minutach. Kiedy Piotr Rybski przy piątej próbie z siódmego metra w końcu obił Skrzyniarza, dość jasnym wydawało się spokojne dowiezienie zwycięstwa do końca przez miejscowych. Zwłaszcza, że na niecałe dwadzieścia minut przed końcem było już 21:15.

Podopieczni bezlitośnie kontrowali bezsilnego rywala, który w przeciągu osiemnastu minut rzucił trzy bramki, raz gubiąc się w ataku, raz natrafiając na wspaniałego Skrzyniarza. Portowcy na ponad dziesięć minut przed końcem tracili osiem goli (24:16). Z letargu przebudził się Krupa, którzy trzy razy z rzędu przebił się przez palce bramkarza, ale był to ostatni zryw Portowców. W drugich trzydziestu minutach można było ujrzeć imponujące możliwości Pawła Dudkowskiego, który jest największym oczarowaniem lubińskiej siódemki, nieprzeciętne umiejętności Jakuba Morynia oraz Marka Marciniaka, który w tym spotkaniu był jednym z ojców zwycięstwa.

Zagłębie Lubin - Sandra SPA Pogoń Szczecin 30:25 (15:14)

MKS Zagłębie Lubin: Małecki, Skrzyniarz - Bondzior, Czyczykało 2, Dawydzik 3, Dudkowski 7, Jaszka, Kupiec 1, Kużdeba, Marciniak 6, Moryń 6, Mrozowicz, Pawlaczyk 3, Sroczyk 1, Stankiewicz 1, Szymyślik

Kary: Sroczyk, Dawydzik, Mrozowicz, Czyczykało - 2 minuty

Karne: 4/5

Sandra SPA Pogoń Szczecin: Bartosik, Teterycz - Bosy 1, Fedeńczak, Jedziniak 1, Jońca, Krupa 10, Krysiak, Matuszak 1, Miłek 1, Radosz 4, Rybski 4, Wąsowski, Zaremba 3

Kary: Matuszak - 4 minuty; Zaremba - 2 minuty

Karne: 6/8

REKLAMA

Dodaj komentarz